[RECENZJA] Dead Island

 

Dead island było zapowiedziane już w 2007 roku, jednak projekt został zatrzymany. U startu bierzącego roku, nikt nie spodziewał się że produkcja gry została wznowiona a przez kolejne miesiące Polska firma Techland stopniowo będzie uchylała rąbka tajemnicy, wspierając tytuł licznymi reklamami i kontrowersyjnym trailerem, by w końcu we wrześniu ujrzeć światło dzienne. Czy gra podołała? Przekonacie się po lekturze tej recenzji.

Nie ukrywam że autor tego tekstu, był napalony na wyżej wymieniony tytuł jak zombiak na ludzkie mięso. Nakręcany hype’m wywołanym przez twórców za sprawą głośnego trailera, czekałem z zapartym tchem na Dead Island, zamawiając nawet pre-order czyli dla mnie przysłowiowego kota w worku, bo wolę wiedzieć co kupuje, ale raz kozie śmierć. Powiem wam, nie zawiodłem się ani ja ani mi podobni którzy zamówili grę wraz ze mną.

Banoi – to tropikalna wyspa leżąca gdzieś w okolicy Papui Nowej Gwinei. Istny raj, gdzie są piaszczyste plaże, drinki z palemką, imprezy polane obficie najlepszym alkoholem do rana oraz naturalnie skąpo odziane dziewczyny, grające w siatkówkę w promieniach porannego słońca. Aż do pewnej nocy gdzie wszystko się zmienia, czego my oczywiście nie pamiętamy bo zbyt mocno popiliśmy ostatniej nocy. Wedle upodobania obudzimy się jako jeden z czwórki bohaterów (oczywiście na kacu bo nic nie pamiętamy z wczorajszego wieczoru), o których troszkę później, jakich zaoferowała nam gra i powolutku zaczniemy wychodzić na przywitanie kolejnemu dniu, jak się okazuje nie takiemu typowemu, jak na tutejsze rajskie standardy. Zamiast panienek na plaży i facetów prężących muskuły, znajdziemy chodzące truchła, których ciche gardłowe pomruki wywołają ciarki na plecach a kiedy nas zobaczą, to cóż… broń w rękę i trzeba walczyć o przetrwanie.

Fabuła jak widzicie jest bardzo typowa. Nie żebym się spodziewał czegoś wyjątkowego, bo w sumie czego można by się spodziewać po grze o zombiakach, nie wspominając o tym że taki materiał fabularny już przyjął się najlepiej wśród fanów zombie i nie ma sensu go zmieniać. Zatem jedyną innowacją jest miejsce w którym nam przyjdzie walczyć o przetrwanie, a jest nim wspomniana wyspa która w jedną noc z rajskiego kurortu zmieniła się w krwawą łaźnię, gdzie nie można nikomu ufać, bowiem zapasy wody i żywności kurczą się w zastraszającym tempie. Po środku tego wszystkiego odnajdujemy czwórkę naszych bohaterów, każdy ze swoimi indywidualnymi cechami i unikatową biografią. Dlaczego czwórkę? Bo takie gry winne jest przechodzić w kooperacji, czemu sam zresztą się poddałem, co nie znaczy że samotnie będziecie się nudzić. Do dyspozycji zostaje nam oddany Logan – ex-footbalista, alkoholik który lubi broń miotaną, do tego mamy jeszcze Sam’a B – rapera, który trafił na wyspę by dać koncert dzięki któremu załata swoje długi które zostawił za sobą. Ponadto jego prawy sierpowy jest w stanie powalić najtwardszego zombiaka, a jakby tego było mało to czarnoskóry raper ma zamiłowanie do wszelkiej broni obuchowej. Oczywiście, grająca płeć piękna również znajdzie coś dla siebie, w postaci Xian Mei, członkini Chińskiego rządu, która trafiła na wyspę w postaci recepcjonistki. Włada ona wszelką bronią sieczną. Ostatnia, choć nienajgorsza, pozostaje Purna – miejscowa Pani ochroniarz, która doskonale włada bronią palną. Korzystanie z broni innej niż tej w której nasza postać ma specjalizację, nie ma większego wpływu na grę i tak z powodzeniem taki Sam B, może majtać na lewo i prawo maczetą z niemniejszym powodzeniem niż Xian. Niezależnie od tego kogo wybierzemy będziemy się równie dobrze bawić…

…a to ze względu na tryb kooperacji który jest tu strzałem w dziesiątkę. Jak to w grach RPG, można się wymieniać znalezionymi przedmiotami a przechodzenie wspólne daje dużo frajdy a także nieco ułatwia grę, gdzie często zadania z którymi mieliśmy trudności w pojedynkę, tak w co-opie zostają wykonane z łatwością. Przy tej grze należy mieć koniecznie mikrofon, żeby każdy z graczy mógł się porozumiewać ze sobą, bo zatrzymywanie się co chwilę chcąc wpisać coś do kolegów, nie jest najlepszym pomysłem zwłaszcza że zombiaków jest mnóstwo. Nasza postać ma dwa paski, czyli życie oraz stamina. Ten pierwszy możemy reperować znajdując apteczki, owoce, batoniki oraz napoje, podczas gdy ten drugi regeneruje się samoistnie, po wyczerpującym biegu bądź za długim machaniu bronią, przed nosem zgniłków. Gra nas w żaden sposób nie ogranicza i choć można oddalić się od współgraczy i wykonać samemu pojedyncze questy, to nie warto bo sami sobie po prostu nie poradzimy z coraz większymi falami przeciwników. Za kolejne zabicia i wykonane zadania, dostajemy punkty doświadczenia, które są rozdzielane pomiędzy graczy, a dzięki nim zdobędziemy kolejny poziom. Drzewko umiejętności jest podzielone na trzy części, w pierwszym nacisk położono na furię, którą każdy z bohaterów posiada i dzięki której umiejętności w walce naszego ludzika na jakiś czas się zwiększają, w drugiej na specjalizację w broni, w trzeciej na survival, który zadecyduje o sile apteczek, naszej staminie i naszej odporności na kolejne ataki. Każde z tych trzech skilli jest podzielone na pomniejsze umiejętności które możemy trzykrotnie podbić sobie wyżej, ułatwiając sobie grę np. zwiększając stopniowo siłę apteczek przez 25%, 50% i 75% lepszego leczenia. Grając w trybie online, można w każdej chwili do kogoś dołączyć i wspomóc go w walce, podobnie jak ktoś może do nas. Jeśli jednak chcemy grać z kolegami a nie chcemy nieproszonych gości, to wystarczy sobie ustawić sloty graczy na prywatne i nikt już nam nie będzie zawracać gitary.

Chcąc zrealizować grę w stu procentach, przyjdzie nam spędzić przed monitorem około pięćdziesięciu godzin a to naprawdę dużo. Wyspa na której przyjdzie nam działać jest podzielona na trzy obszary plus jeden czwarty u wybrzeży wyspy. Podstawowe obszary to wybrzeże, miasto oraz dżungla, zaś czwartym obszarem jest więzienie, z którego już nie da się wrócić na teren wyspy. Każdy z aktów jest wypełniony po brzegi zadaniami pobocznymi i kilkoma z głównego wątku. Questy sprowadzają się głównie zadań idź i zabij zombiaki lub uratuj kogośtam czy też przynieś mi to i to albo włącz to i to. Przez kuesty jesteśmy prowadzeni za rączkę, zatem nie ma siły by się zgubić, co może trochę ułatwiać rozgrywkę i denerwować. Same zadania to niby nic specjalnego ale wykonywanie tych zadań to duża frajda, zwłaszcza jak na drodze staje nam horda zombie, z czego te są podzielone na kilka rodzajów. Oprócz podstawowych szwędaczy, znajdziemy tzw. zarażonych, którzy przypominają tych znanych z filmu „28 Days Later”, do tego jeszcze kilka special zombies, inspirowanych wyraźnie pewną produkcją Valve 😉 czyli Zbir, duże i silne zombie, przewyższające nas o głowę, silnie umięśnione którego cios sprawia że polecimy dobre 4 metry do tyłu. Jest też Taran, który najwyraźniej uciekł ze szpitala dla obłąkanych, gdyż jest opięty w kaftan bezpieczeństwa a jego głownym atakiem jest szarża. Bieda temu kto stanie mu na drodze. Ponadto mamy jeszcze Topielca, grube zombie, który najwyraźniej bardzo długo leżał na dnie zbiornika wodnego i urósł do monstrualnych rozmiarów. Jego atak to rzyganie kwasem, który pozbawi nas znacznej ilości paska życia i na końcu pozostaje nam Rzeźnik, którego spotkamy dopiero w końcowych lokacjach gry. Delikwent nie ma dłoni a zamiast nich ma wystające kości którymi rozrywa swoje ofiary na drobne kawałki. Zatem widzicie, na różnorodność nie ma co narzekać.

My również nie możemy być bezbronni a broń która nam przyjdzie walczyć jest również różnorodna, poczynając od wioseł które znajdziemy porozrzucane na plaży, przechodząc przez deski, młotki, noże wszelkiej maści, kije baseballowe kończąc na wielkich młotach, maczetach, katanach. Walka w zwarciu to kwintesencja Dead island zatem przez większość gry właśnie tym przyjdzie nam się posługiwać. Nasz arsenał będzie stanowić później, również broń palna która występuje w grze w późniejszych etapach. Znajdziemy tu rewolwery, pistolety, dwa rodzajów karabinów maszynowych oraz strzelby. Personalnie mi brakowało snajperki ale to już moje prywatne odczucie. Każda z broni ma swoje własne, unikatowe statystyki oraz możliwość pewnych modyfikacji o których za chwilę. Broń się dzieki nie tylko ze względu na celność, atak i pozostałe atrybuty ale także ze względu na rzadkość, którą symbolizuje kolor czcionki jaką jest napisana nazwa broni. Rzadsze bronie mają o wiele lepsze atrybuty, dodatkowe moce a także możemy je znacznie drożej sprzedać. Wspomniałem o modyfikacjach, i zgodnie z tym że Dead island czerpie z najlepszych tytułów garściami, także i tu znalazło się miejsce dla tuningowania broni, znanego z pewnej gry od CAPCOM’u. Choć nie jest to rozbudowane na taką skalę jak w Dead Rising, tak tu mamy możliwość ulepszania naszego oręża. Na mapie porozrzucane są plany, dzięki którym będziemy mogli stworzyć nową broń. Jednak plan to nie wszystko, a potrzebne nam będą także pewne elementy takie jak taśma klejąca, drut itp. Dzięki temu nasz arsenał przybierze na sile a nam łatwiej będzie się rozprawiać z przeciwnikami. Jakby tego było wciąż mało, to naszej broni, za znalezioną gotówkę można jeszcze podbić co nieco statystyki. Oczywiście, każda z broni ma swoją używalność i po pewnym czasie przestaje działać jak należy. Nie napisałem że rozlatuje się, bo tak nie jest i to by się nieco mijało z celem. Zamiast tego, zużyta na maksa broń, przestaje zadawać silne obrażenia a zamiast tego wartość ataku spada do najniższej możliwej. Taką broń, zabieramy na porozmieszczane po obszarach stoły, gdzie za odpowiednią opłatą, przywrócimy je do stanu używalności. Logicznym jest jednak fakt że im lepsza broń, tym drożej zapłacimy za jej naprawę. Okazjonalnie przyjdzie nam użyć najsilniejszej broni jaka jest w grze a jest nią… samochód. Banoi to naprawdę rozległe miejsce więc transport kołowy to będzie nasz główny sposób poruszania się np. w trzecim akcie, w dżungli. Większość zombiaków pada po pocałowaniu zderzaka. Na szczęście samochodem nie wszędzie się wciśniemy, bo to by było za łatwe.

Graficznie Dead island działa na silniku Chrome Engine 5. Oprawa jest wyważona, gdzie w jednym momencie widok zapierają dech w piersiach, by w chwilę później uderzyć nas w twarz swoją pikselozą. Moim zdaniem, to jednak mała cena za fakt że gra, mimo gigantycznego obszaru na jakim działamy, praktycznie nie musi się doczytywać. Postacie oraz przeciwnicy są naprawdę dobrze zrobieni i pełni detalów. Mogę to samo powiedzieć o Voice-actingu oraz muzyce zawartej w grze, która jest klimatyczna i trzyma odpowiednie tempo do sytuacji. Nie mogę jednak powiedzieć o dużej różnorodności, jeśli idzie o odgłosy wydawane przez przeciwników, gdyż te się nagminnie powtarzają i mogą nużyć ucho. Ale to tylko ja narzekam…

Dużo było mówione o plusach gry teraz czas na minusy, a będzie ich całkiem sporo. Pomijając pewne błędy graficzne oraz wspomniane dźwięki wydawane przez nieumarłych, ta gra ma ogromną ilość bugów i choć dużo zostało załatane w pierwszym patchu, który wyszedł wraz z premierą gry, to nadal często widzimy przenikanie obiektów, czy nawet zombiaków przez ściany. Raz była sytuacja że nie mogłem drzwi otworzyć z bara, bo z drugiej strony zombie mnie uderzał ilekroć próbowałem je otworzyć, a ciosy zadawane przez potwory w grze, naprawdę zadają duży uszczerbek na zdrowiu. Musiałem wczytać grę. I tu również pojawia się problem, który inni recenzenci wytykali z powodzeniem Dead island czyli zapisywanie się na jednym stanie gry. Nie oszukujmy się, ta gra ma tak kupę błędów, że korzystanie z dwóch zapisów a nawet więcej w razie spieprzenia się gry, jest konieczne. Zdarza się także, że po wczytaniu zapisów gry, stracimy część broni w które tak pieczołowicie inwestowaliśmy ciężko zarobione pieniądze. Takie rzeczy mocno frustrują. Kolejnym mankamentem, który mi dał się we znaki, że śmierci naszej postaci tak naprawdę nie odczuwamy. Nie idziemy, do lokacji gdzie ona przed chwilą zgineła i nie zbieramy tego co nam wypadło, jak dajmy na to w Diablo. Jedyne co tracimy to gotówkę, w ilości zależnej od zasobu naszego portfela. Głupota niektórych misji jest nie do pojęcia, jak choćby sławne już przyniesienie wody spragnionej dziewczynie w chatce, mimo że obok stoją ze trzy przynajmniej energy drinki. Wychodzi na wierzch sztuczność sytuacji, ciągnąć za sobą samych bohaterów, których zachowanie, odbiega daleko od tego jak zachowałby się przeciętny Kowalski, w sytuacji apokalipsy zombie. Denerwuje także możliwość wyłączenia mikrofonu w grze, gdyż do takich gier często korzystamy z programów, typu Team Speak, a tu nie mamy takiej możliwości, jak choćby w Borderlands, dlatego też swoich towarzyszy słyszę podwójnie. Dead island, podobnie jak inne tego typu gry, także należy sobie dawkować, gdyż po maratonie po 5-6 godzin, tytuł poleci w kąt.

I pomimo nawet tych błędów, polecam tą grę ludziom z czystym sercem. Gra ma sporo niedociągnięć i masz wrażenie jakbyś grał w tytuł beta, to jednak chcesz dalej brnąć i zwiedzać kolejne lokacje na Banoi. Dead island czepie z najlepszych tytułów jakie wychodziły do tej pory, nie wywołując jednak efektu Deja Vu. Wygląd, zabawa i kupa godzin gry, rekompensuje niedociągnięcia. Do odkrycia czeka również pełno achievementów, zatem kolekcjonerzy będą mieli co robić. Fakt że ta gra to totalny mix RPG, Hack’n Slash, Sandboxu, FPS i Survival Horroru, sprawia że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Dead Island nie jest grą idealną, ale jest to z pewnością najlepsza, zabugowana gra w jaką grałem.

Plusy:

-Ogromny świat
-Brak doczytywania lokacji
-Mnóstwo broni, mnóstwo przeciwników, mnóstwo questów
-CO-OP!!!!!
-Długość gry
-Zombie
-Dźwięk oraz grafika

Minusy:

-Ogromna ilość błędów
-Nielogiczne sytuacje i sztuczność bohaterów

Ocena końcowa: 8.5/10

Marcin

Niech dzik będzie z wami ;)