[RECENZJA] Resident Evil: Outbreak

RESIDENT EVIL: Outbreak

Producent: CAPCOM
Wydawca: Capcom
Gatunek: Survival Horror
Tryb gry: Single

-Resident Evil, to już marka sama w sobie. Samonapędzająca się maszyna, mająca swoje rzeszę fanów na całym świecie. Nie trzeba już, nawet, specjalnie dobrej części by fani kupili i się zachwycali, choćby gra nie była na szczycie efekciarstwa. Na szczęście Outbreak to nie dotyczy…

-Panowie z Capcom straszą nas wciąż, coraz to nowszymi opowieściami z Raccoon City, zaś ja prawdę mówiąc, wolę właśnie te historyjki niż ten kierunek w którym obecnie seria obrała kurs. Tym razem zaoferowali nam przygodę w której nie będziemy osamotnieni. Jankesi oczywiście dostali wersję z trybem on-line, zaś my dostaliśmy z chirurgicznie wyciętą opcją zabawy z kolegami sieci. Nawet mimo tego, gra trzyma poziom.

-W zasadzie, ta część nie posiada, specjalnie zarysowanej osi fabularnej a zamiast tego otrzymujemy zbiór 5-ciu scenariuszy, gdzie każdy przedstawia osobną historię. Wydarzenia dzieją się w czasie kiedy miasto dopiero zaczyna pogrążać się w chaosie, a do dyspozycji zostaje nam oddanych ośmiu, zupełnie sobie obcych, bohaterów. W każdym ze scenariuszy, oprócz nas samych będzie towarzyszyć nam dwójka chodzących kuferków na itemy, bo inaczej ich nazwać nie można, ale o SI trochę później.

Zasady gry nie zmieniły się prawię w ogóle czyli dalej rozwiązujemy zagadki, szukamy kluczy, zwiedzamy Raccoon city i jego okolice, przy okazji wesoło pakując ołów w trupki, które hasają dosłownie wszędzie. Każda z postaci ma swoją, własną historię i indywidualne cechy, tak więc mamy do dyspozycji Davida – hydraulika, który potrafi tworzyć nowe rodzaje broni, Kevina – policjanta, który potrafi przywalić solidnym kopniakiem i ma ulepszony pistolet, George’a – lekarza, który potrafi tworzyć nowe rodzaje leków, Alyssę – wścibską reporterkę, która wytrychami otworzy każde drzwi czy też Yoko – studentkę z plecakiem, dzięki czemu jest w stanie pomieścić więcej przedmiotów niż inni i tak dalej, i tak dalej. Taka różnorodność postaci pozwala na dobranie sobie bohatera z którym się najlepiej zidentyfikujemy. Menu inwentarza nie zmieniło się specjalnie od czasu poprzednich części, poza faktem że widzimy też co mają nasi towarzysze. Do woli możemy się wymieniać z nimi przedmiotami i zabierać im wszystko co znajdą. W zasadzie, to jest nawet konieczne gdyż boty mają tendencję do zabierania nam wszystkiego sprzed nosa i marnują amunicję jak leci. Nie skłamię jeśli powiem że SI, stoi na marnym poziomie. Często jest tak że albo jeden z moich towarzyszy gdzieś szedł a potem znajdywałem jego nadgryzione zwłoki czy po prostu, nawet będąc ze mną, z heroiczną miną, potrafił załadować się w garnizon zombiaków a potem krzyczeć bym go uratował. Dlatego, główna funkcja do jakiej można ich użyć to całkiem użyteczne, choć nie koniecznie kontrolowane kuferki do przenoszenia rzeczy albo jako dodatkowe mięso armatnie, które warto wyposażyć w broń białą, która jest nowością w serii RE i ma swój debiut w tej części. Botom można także wydawać polecenia, za pomocą prawej gałki analogowej, sprowadzające się do najbardziej podstawowych komend takich jak: „Tak”, „Nie”, „Chodź”, „Pomóż mi”, etc. Jednak nawet na te polecenia nie zawsze reagują i często zostawiają nas na pastwę losu.

-Ogólnie, gra nie zmieniła się, jak wspomniałem, w stosunku do poprzednich części. Nadal musimy szukać kluczy, brylancików i innych rupieci, które użyjemy by otworzyć drzwi. Podczas naszej wędrówki zwiedzimy opustoszałe ulice Raccoon city, laboratorium Umbrelli, ogarnięty zarazą szpital, hotel oraz uczelnię z przylegającym, do niej, osiedlem. Jednak tym razem nie jest tak prosto, gdyż już od początku misji dostajemy nowy pasek pokazujący zarażenie wirusem naszej postaci, więc trzeba się śpieszyć. Wirusa można spowolnić ziołami i tabletkami, jednak nie jest on w pełni do zatrzymania. Kiedy dojdzie do stu procent, postać umiera a my widzimy napis game-over. Jako ciekawostkę powiem, że w wersji on-line można pograć zombiakiem, po zgonie naszej postaci. Warto dodać że kiedy naszej postaci status zdrowia dojdzie do stanu Danger, to nasz ludek pada na kolana i się zaczyna czołgać. W tym czasie wirus bardzo szybko opanowywuje ciało. W takiej sytuacji towarzystwo botów okazuje się konieczne, gdyż one są w stanie nas podnieść i uratować od pewnej śmierci. Każda z postaci (poza Yoko) posiada pojemność na jedynie 4 rzeczy, a co za tym idzie, wymaga to dość silnej współpracy ze wspomnianymi, chodzącymi kuframi.

-W kwestii broni, Outbreak naprawdę ma pole do popisu. Broni jest mnóstwo, są podzielone na palną i białą. Do palnej należą min. pistolety, karabiny, bazooki a do białej: pałki, łomy, szczotki, mopy. Dosłownie wszystko co nam wpadnie w ręce. W dodatku mamy opcję tuningowania wobec czego możemy zrobić kieszonkowy miotacz ognia, koktajl Molotova, paralizator czy też maczugę. Do tego do dyspozycji dostajemy, znane już z serii RE, zioła i spray’e pierwszej pomocy. Jako nowość dostajemy różne rodzaje tabletek, mające mocniejsze działanie niż roślinki, jednak na tej samej zasadzie. Ponadto możemy te leki miksować tworząc coraz to mocniejsze odmiany.

Bestiariusz pozostaje znany z poprzednich części. Główne skrzypce grają oczywiście zombie, które nauczyły się przebijać przez drzwi do innych pomieszczeń. Ponadto znajdziemy tu jeszcze dwie odmiany hunterów, lickery i oczywiście znajomego – Tyranta. Na drodze także stanie nam całe rzeszę bossów, choć nie należą oni do specjalnie ciekawych. Na uwagę na pewno zasługuje zombiak, cały pokryty pijawkami, który będzie nas gonić przez calutki, jeden scenariusz. Nie należy tej całej menażerii, nie doceniać, choćby ze względu na kilka faktów min. że skubańcy potrafią udawać martwych więc przechodząc koło zwłok można zdrowo oberwać. Niektóre potwory potrafią zrobić tzw. instant kille czyli po załadowaniu odpowiedniego ciosu, zabić nas jednym hitem. Faktem jest też że ich zachowanie jest nieprzewidywalne i nawet taki zombiak nie raz puścił się za mną pół-sprintem. Zabawę utrudniono, tym bardziej że potwory teraz nie widzą przeszkód w otwieraniu drzwi.

-Graficznie gra przedstawia szczyt Playstation 2. Naprawdę świetne cut-scenki, które pomagają wczuć się w rolę bohatera. Ponadto bardzo szczegółowe otoczenie cieszy oko. Gra ma klimat i czuć w niej oldschoolowego Residenta, na którym starsi gracze się wychowali. Dźwiękowo również jest dobrze. O dziwo, dobrze dobrane głosy postaci i same odgłosy potworów cieszą również ucho. W tle pogrywa nam niepokojąca muzyka, która doskonale podtrzymuje atmosferę.

-Niestety Outbreak, mimo że jest grą naprawdę dobrą, ma ogromny szereg minusów. Do nich należą długie, bo nawet pół-minutowe loadingi, przy wchodzeniu do wszystkich pomieszczeń i po każdej cut-scence. Trochę to wkurzające że gramy i średnio, co 2-3 minuty, mamy pół-minutową przerwę. Kamera powróciła do stanu z poprzednich Residentów, więc nie śledzi na bierząco naszych poczynań, a zawisa w miejscu i z niej obserwujemy naszą postać. Przez to czasem ciężko wziąć jakiś przedmiot czy uchronić się przed atakiem przeciwnika. Ponadto, wspomniana przeze mnie inteligencja botów. Zarówno przeciwnicy jak i sojusznicy, na mózgi się pozamieniali z pszczółką, która radośnie fruwa za oknem, wśród kwiatów, bez celu. Dokładnie tak zachowują się nasi towarzysze. Biegają w kółko, bez ładu i składu, kradnąc nam amunicję, broń oraz klucze. Nie mogę także nie wspomnieć o braku On-line w wersji Europejskiej. Mało osób ma Network adapter w Polsce ale jednak ta garstka która ma mogła by się wkręcić w całkiem niezłą zabawę po sieci.

-Personalnie, jest to moja ulubiona część. Mimo że nie ma głębi jak inne a luźno powiązane scenariusze, to po prostu nie sposób odmówić jej czaru. Ponadto na podstawie tej gry powstał Left 4 Dead, który po prostu uwielbiam. Jednak jako osoba recenzująca, daję jej ocenę 7/10, gdyż mimo kilku niedociągnięć, jest to stary, dobry Resident, w solidnej oprawie zarówno graficznej jak i dźwiękowej, który ponownie zaprasza do miasta, ogarniętego zarazą.

Ocena: 7/10

Plusy:

-Prawie jak stary, dobry Resident
-Grafika i dźwięk
-Multum broni
-Postaci z indywidualnymi cechami
-5 ciekawych scenariuszy

Minusy:

-SI sojuszników i przeciwników
-Kamera
-Ciągłe doczytywanie
-Brak On-line w Europejskiej wersji.

{youtube}ffm62ap3ICE{/youtube}

Marcin

Niech dzik będzie z wami ;)