[RECENZJA] Resident Evil: Operation Raccoon City

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o Resident Evil: Operation Raccoon City, mój mózg zaczął działać na pełnych obrotach. Możliwość powrócenia na stare śmieci i przeżycia tego wszystkiego jeszcze raz i to jeszcze od drugiej strony barykady, bo w grze wcielamy się w U.S.S (Umbrella Security Service), podziałała na moje zmysły niczym waleriana na kota. Czekałem z niecierpliwością aż przyjdzie mi położyć łapki na padzie i zobaczyć ponownie, na wysłużonej konsoli, ukochane logo Resident Evil. Niestety srodze się zawiodłem…

-Fabułą wracamy ponownie do zainfekowanego miasta Raccoon City. Przełożeni Umbrelli wysyłają do zainfekowanego miasta swój oddział specjalny pod kryptonimem ‘Wataha’, który ma zneutralizować wszelkie ślady powiązań korporacji z wybuchem epidemii w mieście. W tym celu będziemy eksterminować hordy zombiaków, zbierać dane i eliminować pozostałych przy życiu ludzi a także będziemy mieli istotny wpływ na rozwój kanoniczny fabuły i spotkamy znane z serii postacie na swojej drodze jak choćby będziemy uczestniczyć przy odebraniu doktorowi Birkinowi drogocennego wirusa G, ścigać Leona Kennedy’ego czy będziemy świadkami zabicia T-003 w laboratorium Umbrelli.

-Wszystko rysuje się pięknie. Cały scenariusz jest tylko teoretycznym założeniem, czyli ‘co by było gdyby…?’, tak więc nie jest oficjalną częścią kanonu. Tak czy siak, gra miała ogromny potencjał, który został obrzydliwie zmarnowany. A to wszystko przez liczne bugi, przeciętną grafikę, botów idiotów i toporne, kompletnie nieintuicyjne sterowanie ale o tym później. Zacznijmy od przyjemniejszych rzeczy. Do naszej dyspozycji zostaje oddana szóstka bohaterów, bezpłciowych niczym tasiemiec. Tak więc przyjdzie nam walczyć jako LUPO – liderka ‘watahy’ potrafiąca stać się na krótko niewrażliwa na strzały, VECTOR – facet który mistrzowsko włada nożem a także potrafi stać się na pewien czas niewidziany, SPECTRE – który potrafi widzieć przez sciany i widzi wszystkie przedmioty, BELTWAY – chodzący czołg z ładunkami wybuchowymi, FOUR EYES – kontrolująca na pewien czas potwory a także BERTHA – która jest medykiem polowym. Każda z postaci ma jeszcze szereg innych umiejętności, które wykupimy za zdobywane w grze doświadczenie. Expa wbijamy poprzez zabijanie zombiaków, wykonywanie najdokładniej misji w jak najszybszym czasie, zbieranie sekretów a także za grę po sieci. Zróżnicowanie umiejętności, jak widać jest duże, co jak najbardziej sprawdza się w trybie online, jednak woła o pomstę do nieba w trybie single, bowiem nasi towarzysze nie używają przeznaczonych im umiejętności praktycznie nigdy. Aresnał jest całkiem pokaźny, zostaje nam oddane około 50 broni, które również kolejno będziemy wykupować za punkty zdobyte podczas rozgrywki. Bronie, w teorii są dopasowane do bohaterów, jednak każdego rodzaju może używać każdy bohater. Większość walk jest toczonych w ciasnych pomieszczeniach, jednak znajdują się i tak które dzieją się na otwartej przestrzeni. Ważnym zatem jest dobranie odpowiedniego arsenału. Potwory z którymi przyjdzie nam się zmierzyć, to słynna śmietanka z poprzednich części, więc na naszej drodze staną poczciwe zombiaki, crimson heady, huntery, lickery, pasożytnicze pajęczaki (nowość w serii) a także starzy znajomi pod postacią Nemesisa, Tyranta czy Williama Birkina. Natrafimy także na oddziały SPEC-OPS które także należy eksterminować. D o tego zainfekowana część wrogów może nas zarazić wirusem, który powoli zmienia nas w chodzące zwłoki. By się z niego uleczyć należy znaleźć odpowiedni spray, który neutralizuje działanie wirusa. Jeśli go nie znajdziemy, obejrzymy efektowną scenkę jak nasz bohater zmienia się w chodzące zwłoki. Niestety nie mamy nad nim kontroli kiedy jest już przemieniony. Oprócz anty-wirusowego spraya powrócą roślinki (jednak tylko w jednym wariancie więc nie da się ich miksować ani nawet brać ze sobą) i spray’e lecznicze. Za kolekcjonowanie sekretów i dysków z danymi, odblokujemy galerię fan-artów w menu głównym, którą będziemy mogli oglądać do woli. Konwencja Resident Evil, przeszła z Survival-Horroru w rasową strzelaninę, gdzie słowo ‘brak amunicji’ czy ‘strach’ nie występują w słowniku.

Oprócz kampani, do naszej dyspozycji został oddany tryb kontra, w którym będziemy mogli się zmierzyć w takich konkurencjach jak Team Deathmatch, Capture The Flag (gdzie za flagę robi fiolka z wirusem), Survival a także Heroes mode. Ten ostatni jest klasycznym TDM gdzie gramy bohaterami znanymi z poprzednich odsłon serii takimi jak Leon Kennedy czy Jill Valentine, tak więc zawsze miło jest spotkać się ponownie ze starymi znajomymi. Wersja XBox360, ponadto ma tryb o nazwie Nemesis, gdzie dwie drużyny się ścierają ze sobą o to kto przejmie władzę nad Nemesisem. Wiadomo, Ci którzy nie wygrają walki o potwora, będą w głębokie d**ie. Warto zaznaczyć że punkty doświadczenia zdobyte w kampanii aplikują się do trybu kontra, i na odwrót. Ułatwia to zatem nieco kolekcjonowanie broni i umiejętności.

Graficznie tytuł nie robi szału. Ot jedne miejscówki potrafią zaskoczyć ogromną ilością detali, podczas gdy inne są szare i bure. Bez szczegółów i wodotrysków. Dźwiękowo jest przeciętnie. Głosy, na mój gust, są dobrze dobrane. Muzyka stoi na przyzwoitym poziomie i ścieżki dźwiękowe z głównego menu i menu wyboru postaci dobrze wpadają w ucho.

Niestety, nawet przy całkiem satysfakcjonującym poznawaniu świata RE od wewnątrz, grę kładzie setka błędów. Do najbardziej irytujących należy sztuczna inteligencja botów. Są po prostu bezużytecznymi idiotami. Wbiegają w każdą pułapkę, ładują się w garnizon zombiaków a potem krzyczą na pomoc aż w końcu nie używają swoich umiejętności do jakiejkolwiek pomocy. Jest to naprawdę żenujące, zatem podejście do gry w trybie dla pojedyńczego gracza jest aktem czystego masochizmu. Kolejnym, nadzwyczaj irytującym aspektem jest głupota i odporność wrogów. Mówi się że siła idzie w parze z głupotą, tak w Resident Evil: Operation Raccoon City, te słowa nabierają znaczenia. Nieskoordynowane ruchy naszych przeciwników i chowanie się za powietrzem, wywołuje uśmiech politowania na twarzy. Do tego potrzeba 3 strzałów ze snajperki by położyć delikwenta do piachu. Wszak do oddziałów specjalnych bierze się tylko najtwardszych, prawda? Nie lepiej jest z zarażoną częścią przeciwników. W jednym momencie nas atakują a zaraz potem uciekają. Nie jest to taktyczna zagrywka kiedy zombiak mnie gryzie a potem się odwraca i chodzi bez celu przy mnie, nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Przenikanie przez ściany jest na porządku dziennym. Do tego idiotyczny pomysł by postać automatycznie chowała się za obiektami podczas walki bronią palną. W momencie kiedy nie potrzeba nasza postać kucnie lub się schowa a kiedy potrzeba to przyjmie serie na klatę. Kompletnie nieintuicyjne sterowanie i toporne strzelanie także nie wróży grze dobrze. Zdarza się że postać którą kierujemy, nie reaguje na nasze komendy. To i cała reszta błędów, sprawia że gra jest po prostu niegrywalna kiedy chcemy ją przejść w samotności.

Czy zatem Resident Evil: Operation Raccoon City jest grą złą? Nie ale jest poniżej przeciętnej. Plusami tej gry jest na pewno fakt że odwiedzimy słynne miejscówki znane z poprzednich odsłon jak laboratorium Umbrelli, legendarny już komisariat policji a także stację benzynową STAGLA. Zaprawieni fani serii na pewno znajdą znacznie więcej nawiązań do swojej ulubionej serii. Granie online potrafi zmienić stosunek do gry o 180 stopni, zwłaszcza kiedy cała drużyna dysponuje mikrofonami. Wówczas z crapa robi nam się całkiem przyjemna gra przy której spędzimy wieczór lub dwa. Ponowne zaproszenie do Raccoon City jednak najchętniej przyjmą zatwardziali fani serii. Ja niestety się do nich zaliczam, więc grę kupiłem. Czy wy to zrobicie? Zostawiam to w waszym interesie…

Plusy:

-Zróżnicowane postacie
-Multum broni i umiejętności
-Możliwość wcielenia się w Umbrelle
-Całkiem przyjemna przy grze w CO-OP
-Smaczki nawiązujące do poprzednich odsłon
-Tryb Kontra

Minusy:

-Boty idioci
-Nieprzemyślane sterowanie
-Automatyczne chowanie się za obiektami
-Nierealistyczna odporność wrogów
-Liczne bugi
-Inne, pomniejsze błędy, zniekształcające obraz gry w oczach gracza

Producent: CAPCOM
Wydawca: CAPCOM
Gatunek: TPP, Co-op
Tryb gry: Single, Co-op
Ocena końcowa: 5/10
Autor recenzji: Zilla

Thoran

Niech dzik będzie z wami ;)