[RECENZJA]: The Walking Dead: Survival Instinct

Z grami na licencji bywa tak że zazwyczaj są to niewypały. Na ogół takie produkcje cechuje niska jakość wykonania, brak oddania klimatu rodzimej produkcji, płytka fabuła i wiele innych krzaków. Oczywiście zdarzają się wyjątki od fabuły jak np. seria Batman od Rocksteady. Niestety ‘The Walking Dead: Survival Instinct’ nie podziela sukcesu przykładowego nietoperza…

 

-Fabuła zaczyna się u progu zombie-apokalipsy znanej z serialu. Ludzie nie są jeszcze świadomi tego co naprawdę się dzieje. W tym mętliku poznajemy … Pana Dixona, który zdecydował sie wybrać na polowanie z swoim przyjacielem Jessem. Niestety polowanie kończy się tragicznie dla naszego bohatera, zważywszy że został zaatakowany przez zombie. Wówczas przybiega główny bohater czyli Daryl… ten sam znany z serialu AMC i zastaje Pana Dixona, będącego także jego ojcem, ledwo żywego. Jess mówi że muszą zlikwidować jego ojca (!) bo już nic mu nie pomoże a samemu uciekać. W międzyczasie sam zostaje ugryziony. Daryl nie daje rady zastrzelić własnego rodziciela toteż Jess go wyręcza i oboje rozpoczynają ucieczkę w nieznane…

-Innymi słowy poznajemy braci Dixonów w wydarzeniach zanim natrafili na obóz w Atlancie. Tu pojawia się pierwszy zgrzyt a mianowicie … serio? Jess zastrzelił ojca? Zero prób pomocy przyjacielowi? Zero telefonu na pogotowie i jeszcze z miejsca mówi że należy zastrzelić starszego Dixona, bo nic już się nie da zrobić? Toż to zabójstwo. Ja rozumiem że jest wybuch epidemii i świat stoi u progu zagłady ale zdaje się że bohaterowie nie byli jeszcze przeświadczeni w tym co się wokoło dzieje i zamiast pomóc, to z miejsca popełniają morderstwo. To jest pierwszy strzał w stopę w tej produkcji a przed nami ich jeszcze wiele.

Po prologu, w którym znajdujemy benzynę do naszego pick-upa, ruszamy naprzeciw krwawej przygodzie. Między poziomami przemieszczamy się za pomocą ciężarówki, do której w każdym nowym poziomie należy znaleźć zapas benzyny a także broń białą i palną, amunicję oraz jedzenie. Ale Survival Instinct nie chce byśmy za często używali broni palnej. Gra wciska nam że należy zachować jak największą ostrożność przy przemieszczaniu się z punktu A do punktu B. Oczywiście robienie w ten sposób zapewnia większą przyjemność z gry, gdyż prawdą jest że Daryl nie poradzi sobie z więcej jak czterema zombie jednocześnie. Przynajmniej gra stara się by był to survival horror i nie tworzy z tego rzeźni jak np. Left 4 Dead. Stąd strzał owocuje nadmierną ilością pojawiających się, zgniłych ale chodzących ciał łaknących ciepłego, świeżego mięska. Można się skradać jak wspomniałem ale można także po prostu przebiec przez poziom a jedynie kilka szwendaczy zainteresuje się naszą skromną osobą. Wówczas rozprawienie się z nimi nie sprawia już większego problemu. Gra mówi upierdliwie że Daryl się męczy, co faktycznie się dzieje pokazując że nasz bohater się poci i wzdycha coraz bardziej ze zmęczenia ale jego stamina jest wystarczająca by przebiec bez problemu większy odcinek. Daryl potrafi także zakraść się od tyłu do zombiaka i przeprowadzić na nim efektowny Stealh-kill. Formalnie bardzo fajny patent, inną sprawą jest że przy sporym wachlarzu broni białej taką egzekucję można przeprowadzić tylko za pomocą noża. Oprócz noża dostaniemy siekierę, gaz rurkę czy np. młotek ale użycie ich nie różni się specjalnie między sobą. Podobnie jest w przypadku broni palnej.

Po drodze także poznamy innych bohaterów dramatu. Wszyscy będą szarzy i bezpłciowi a zostawienie ich na pastwę losu nie zrobi nam większej różnicy. Pomimo że patent miał potencjał to ten nie został wykorzystany. Nasza ciężarówka ma limit pojemności i nie można wziąć ze sobą na początku więcej jak dwóch osób. Szkoda że gra nie zwieńcza pozostawienia nieszczęśliwca na pastwę losu jakąs krótką cut-scenką. Chciałbym się wczuć w dramat bohaterów ale nie mogę bo gra mi na to nie pozwala. Bezczelnie mi to zabiera poprzez fakt że bohaterami się zwyczajnie nie przejmuję, jak to miało miejsce w produkcji od Telltale Games. Jednak Ci którzy z nami zostają mogą zostać wysłani w każdej misji na szukanie określonych przedmiotów. Niestety nie zawsze wracaja.

Podobnie jest z przemieszczaniem się między miastami. Poza nadzieją na ewentualny ratunek, nie wiem po co bohaterowie tak robią. Nikt nic nie wspomina o rodzinach albo chociaż fakcie, że w mijanych przez nas miejscach, jest coś co można uznać za użyteczne jak choćby sklep z bronią albo coś. Dorzucę fakt jeszcze że odwiedzane miejsca nie różnią się specjalnie od siebie. Podczas przemieszczania się możemy wybrać jedną z trzech dróg. W zależności od tego co wybierzemy możemy to przypłacić ostro benzyną ale w zamian dostaniemy dużo dóbr i niskie ryzyko rozwalenia auta, można też wszystko wyważyć a także wybrać najszybszą drogę ale także najbardziej niebezpieczną i najmniej obfitującą w przedmioty. Od czasu do czasu gra wpuści nas do mini-levelu między poziomami, tłumacząc że zabrakło benzyny albo że droga jest zablokowana i trzeba samochód usunąc a przy okazji uporać się z lokalnymi szwendaczami. Niestety gra nie wprowadza żadnej głębi jak już mówiłem.

Dźwiękowo tytuł ratuje wcielenie się rodzimych aktorów w swoje role zatem głos Daryla to naturlanie Norman Reedus zaś Michael Rooker to oczywiście Merle. I to są jedyne postacie wyróżniające się na tle innych. Reszta wypada po prostu przeciętnie. Muzyki jest niewiele a jak już jest to szybko o niej zapominamy. Wyjątkiem jest bardzo klimatyczne i serialowe intro, wprowadzające w świat gry. To zdecydowanie na duży plus. Niestety tego samego nie można powiedzieć o grafice bo ta jest zwyczajnie obrzydliwa. Gra wygląda jakby wyprodukowano ją dla Playstation 2 niżeli platformy bieżącej generacji. Zombie nie wyglądają super, powiedziałbym wręcz jak sierotki z Afryki, otoczenie jest płaskie i tekturowe a kolory wydają się być wyblakłe. Tu się robi jeszcze dziwniej, bo przy takiej koszmarnej grafice poziomy (przynajmniej na PC) wczytują się parszywie długo. Przy dzisiejszej mocy obliczeniowej komputerów to wygląda po prostu źle. Zaś strzępy fabuły nie wywołują pozytywnego wrażenia. Po prostu jest pusta, nie tłumacząca absolutnie nic.

The Walking Dead: Survival Instict wpasowywuje się w kanon jednej z najlepszych serii ostatnimi czasy, ma oryginalnych bohaterów z serialu ale… i tak to nie pomaga. Gra jest wtórna, nie wprowadza absolutnie nic do gatunku FPS, jest relatywnie prosta a przejście jej zajmuje około 6 godzin. Nie ma po prostu nic co by przemawiało za jej zakupem teraz, w tej chwili. Nawet ze strony maniaków serii. A kiedy stanieje… dużo stanieje… można z ciekawości rzucić okiem. Ja Wam tak radzę.

Plusy:

+Głos podkłada Norman Reedus i Michael Rooker
+Klimatyczne intro
+Parę smaczków jak pot Daryla
+Stealth kills…

Minusy:

-…które ograniczają się tylko do noża
-Brzydka jak jesienna noc
-Nie wyróżnia się absolutnie niczym
-Długie loadingi
-Kartkonowe postacie…
-…tak samo jak reszta świata
-Strzępy zwane fabułą

Producent: Terminal Reality
Wydawca: Activision
Data wydania: 22.03.13
Rodzaj gry: First Person Shooter
Tryb gry: Single Player
Ocena: 5/10

Thoran

Niech dzik będzie z wami ;)